30 maj 2013

Szukam testerki #2 - wyniki

A zwycięzcą jest....

aparatka.



Gratuluję! Zapraszam cię do skontaktowania się ze mną na zycie.zakupoholiczki@gmail.com w przeciągu tygodnia! ;)

28 maj 2013

Capewest Pineapple&Mango Exfoliating Salt Scrub

Capewest to nieznana marka kosmetyków do ciała i kąpieli mająca swoją fabrykę w Cape Town w Południowej Afryce i stamtąd ów kosmetyk pochodzi. A mianowicie jest to solny scrub do ciała o zapachu ananasa i mango.



Scrub zamknięty jest w prostym plastikowym opakowaniu z nakrętką. Łatwy w obsłudze, ma dość duże drobinki i zalicza się do typowych zdzieraków. Łatwo się nakłada na skórę, w kontakcie z wodą nie rozpuszcza się tak szybko przez co bardzo dokładnie możemy wyszorować nasze ciało... Po zabiegu nasza skóra jest dobrze oczyszczona iw wygładzona co bardzo lubię....



Jeszcze na długo po jego użyciu na naszym ciele pozostaje niezwykły, bardzo mocno wyczuwalny zapach głównie ananasa zmieszanego z mango. Jest on tak cudowny, że zakochałam się w nim od pierwszego użycia i na pewno zostanie ze mną na dłużej!


Cena $12/500ml

26 maj 2013

Rimmel Apocalips

         Wczoraj w skrzynce pocztowej znalazłam niespodziankę a mianowicie przesyłkę Od mojej kochanej Martuchy z bloga Okiem kobiety. Owa przesyłka szła zaledwie jakieś dwa miesiące i obie byłyśmy pewne, że już dawno po niej. Jak się okazało jeden mały błędzik literowy w adresie może narobić niezłego bigosu ale pomińmy ten fakt! ;)
   


          Otóż w paczuszce znalazłam dwa niedostępne u mnie błyszczyki Rimmel Apocalips, które Marta wybierała sama doskonale znając mój gust! Oraz róż Sleek, ale o nim innym razem.





          Kolory które dostałam to Apocalips, czyli mocny róż oraz Stella czyli dość mocna czerwień wpadająca lekko w koral. Oba te odcienie są bardzo mocne i szczerze mówić mi osobiście takie pasują, ważne żebym ja się czuła w nich dobrze. Apocalips to oczywiście lakier do ust w błyszczyku, zapewniający mocne krycie, trwałość i jakość szminki. Produkt jest bardzo łatwy w użyciu, dużo łatwiejszy niż nie jedna szminka.

Apocalips

Stella

          Po dwóch pociągnięciach nasze usta są w pełni pokryte kolorem. Nie mam jeszcze na ich temat dobrze wyrobionego zdania, ale nie jest tak że kolor jest nie do zdarcia. Błyszczyk powoli się zmywa, także po jakiś 2 godzinach na pewno będziemy potrzebować poprawki.
A jak prezentują się na ustach to same widzicie!

18 maj 2013

Ochrona skóry pod oczami czyli Simple Smoothing Eye Balm

                 Muszę się Wam przyznać, że ostatnio jakoś ostro wzięłam się za pielęgnację. Wśród moich zakupów coraz mniej kolorówki, której i tak mam już za dużo a coraz więcej kosmetyków pielęgnacyjnych. Jakiś czas temu skończył mi się ulubiony krem pod oczy z Ziaji i nie kupiłam żadnego innego w zamian. Pomyślałam sobie, że w sumie to po co mi krem pod oczy, przecież to pewnie nic nie daje, a zmarszczek przecież pielęgnować nie muszę. Jakież było moje zdziwienie kiedy po około miesiącu codziennego makeupu a braku kremu pod oczy, skóra w tej okolicy straciła na jędrności, zrobiła się szara i bez wyrazu. Szybko poleciałam do sklepu i zupełnie przypadkowo skuszona promocją złapałam ze krem marki Simple i chyba trafiłam w dziesiątkę tym bardziej za tak przystępną cenę.


                 Jak go producent nazwał Eye Balm zamknięty jest w małej tubce z zakrętką, dość standardowej dla kremów pod oczy. Tubka ma 15ml i mnie osobiście starcza na bardzo wiele. Krem przeznaczony jest dla osób w każdym wieku, doskonały dla osób o wrażliwej skórze oraz noszących soczewki. Przetestowany dermatologicznie, okulistycznie, hipoalergiczny, nie zawiera perfum. Idealny dla osób zmęczonych, oparty na bazie witamin. Ma za zadanie wygładzić i zrelaksować zmęczone oczy oraz zadbać o regenerację skóry.



               Ja krem używam od jakiś 2 miesięcy i jestem z niego bardzo zadowolona. Kondycja mojej skóry znacznie się poprawiła. Jest ona zauważalnie gładsza i świeższa. Oczywiście krem cudów nie zdziała, ale wiem, że malując się codziennie zwykły krem oparty na bazie witamin jednak daje sporo. Krem bardzo dobrze wsiąka i nie podrażnia oczu, idealny dla tych z was , które borykają się z takimi samymi problemami jak ja i nie mają jeszcze zmarszczek.

Cena $10/15ml


17 maj 2013

Wielka miłość- The Body Shop Midnight Bakula Body Butter

          Moja wielka miłość do maseł The Body Shop rozpoczęła się zupełnie nieoczekiwanie. Pewnego dnia będąc w Ulta poczułam nieprzyjemnie przesuszone ręce i złapałam za jedną z próbek The Body Shop stojącej na półce i zakochałam się.... w zapachu, konsystencji i nawilżaniu. Jak dla mnie są to najlepsze masła jakie do tej pory stosowałam, tym bardziej, za cenę około $7-8 a tyle kosztują dorwane w TJ Maxx!



          W tej chwili moja kolekcja liczy już 4 opakowania i mam nadzieję, że niedługo się powiększy, gdyż czekam aż coś nowego pojawi się w TJ.  Masełko kokosowe z regularnej edycji w wersji mini zawsze jest ze mną w torebce zaś dziś przedstawię Wam ulubieńca, który grzecznie stoi sobie na półce a mianowicie Midnight Bakula Body Butter. Jest to wersja limitowana, która wyszła już dawno temu. Ja swoje opakowanie kupiłam w TJ Maxx za $8 jakieś pół roku temu i wciąż jest ze mną, gdyż używam je tylko na specjalne okazje ze względu na mocny orientalny zapach. 


Zacznijmy od opakowania, raczej standardowe w przypadku maseł, o pojemności 200ml w kolorze fioletu o stylistyce która ma przenieść nas do świata Indii. Samo masełko jest bardzo gęste i wydajne, dobrze się wsmarowuje i natychmiast nawilża skórę. Przeznaczone do wszystkich typów skóry ma za zadanie ja nawilżyć i wygładzić, tak by była jedwabista. Zapach to oczywiście kwiat bakula, ale nie tylko bo z dodatkami jest nektarynka róża i paczula. Jest to bardzo intensywna, orientalna woń, która pozostaje na naszym ciele na naprawdę bardzo długo. 







Niestety masełko było limitowanką już dawno niedostępną, bo gdybym tylko dorwała kolejne opakowanie kupiłabym bez zawahania bo jak widać to już na wykończeniu....Mam nadzieję, że kolejne masła The Body Shop będą dla mnie równie dobre!